Imagedr John Beech – wykładowca na Uniwersytecie Coventry. Przewodniczący Sport & Tourism Applied Research Faculty of Business, Environment and Society. Członek Applied Research Centre for Sustainable Regeneration (SURGE). Jeden z dyrektorów międzynarodowego Centrum Biznesu Sportowego na Coventry University. Współautor książki (2007) The Marketing of Sport, wydanej przez Pearson Education. Prowadzi pracę naukową w takich dziedzinach jak: eMarketing w klubach piłkarskich, transmisje sportowe czy komercjalizacja sportu.

1. Marketing to bardzo szerokie pojęcie, jak Pan rozumie rolę marketingu w sporcie?

Mówiąc o marketingu w sporcie należy przede wszystkim podkreślić słowo - marketing. Lecz czy jest to tradycyjne podejście marketingowe, znane np. z rynków przemysłowych bezpośrednio zastosowane w sporcie? Otóż nie. Branża sportowa ma wyjątkowy charakter i orientacja marketingowa podmiotów na rynku sportowym powinna brać pod uwagę specyfikę tej branży. Uczestnictwo w widowisku sportowym – czyli konsumpcja usługi, ma bardzo wiele specyficznych, również społecznych, wymiarów. Nie każde narzędzie promocyjne, dystrybucyjne czy cenowe z innych rynków może okazać się skuteczne w sporcie. Chodzi bardziej o dostosowanie marketingu do specyfiki sportu niż o działanie odwrotne.

2. Gdyby dysponował Pan kwotą 3mln funtów, w jakie przedsięwzięcie albo podmiot sportowy zainwestowałby Pan te pieniądze?

(po namyśle) W klub piłkarski – Portsmouth (liga angielska - przyp. red.). Tak jak wiele osób na Wyspach czuję silną więź z moją lokalną drużyną piłkarską. Obecnie klub boryka się z kłopotami finansowymi. Nie spodziewałbym się zbyt dużego zwrotu z tej inwestycji, ale zrobiłbym wszystko, co w mojej mocy, aby wesprzeć drużynę.

3. Co, według Pana,  może być przykładem efektownego wykorzystania marketingu w sporcie?


Bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie skala efektu ambush marketingu podczas Mundialu w Niemczech w 2006r. Oczywiście w żadnym stopniu nie popieram takich działań, ale nie dziwi mnie fakt, że federacje sportowe walczą z tym zjawiskiem. Firmy, niebędące sponsorami dużych imprez bądź federacji starają się wykorzystać duże zainteresowanie rozgrywkami do własnych działań promocyjnych. Tak zrobił holenderski browar -  Bavaria. W trakcie Mundialu w Niemczech w 2006r. rozdał holenderskim fanom pomarańczowe spodnie opatrzone własną marką. Fani z chęcią zakładali pomarańczowe spodnie z lwim ogonem – lew jest symbolem Holandii – i w takim stroju przychodzili na mecze. Efekt rozgłosu spotęgowała w dodatku szybka decyzja FIFA. Federacja, chcąc chronić interesy swoich sponsorów, przed meczem z Wybrzeżem Kości Słoniowej zabroniła wpuszczania na stadion ludzi w pomarańczowych spodniach Bavarii. Aby móc obejrzeć mecz swojej drużyny, ponad tysiąc holenderskich fanów zostawiło spodnie przy wejściu wchodząc na stadion w samej bieliźnie. Łatwo się domyślić, że browar Bavaria był zadowolony z efektów i rozgłosu swoich działań.

MarketingSportowy.pl (październik 2009)