ImageW 2009 roku firma Red Bull kupiła prawa do występów w piątej niemieckiej lidze piłkarskiej od klubu SSV Markranstadt.
Przedstawiciele Red Bulla rozpoczęli budowanie swojego biznes planu na stworzenie klubu piłkarskiego w Niemczech trzy lata wcześniej. Wspierani dużym budżetem zaplanowali, że nowa drużyna awansuje do niemieckiej Bundesligi w ciągu 8 lat i ... ten plan zrealizowali.

Przez dwie dekady szukaliśmy najlepszych wzorów budowania klubów sportowych w Anglii. Komercjalizacja klubów i organizacje społeczności kibiców stały się dla wielu wzorem. Po ponad dwudziestu latach istnienia „Modern Football” w Anglii zwolenników tej formuły jest jakby mniej. To Niemcy są krajem, w którym kibice najliczniej w Europie przychodzą na stadiony piłkarskie, a ceny biletów i usług związanych z dniem meczowym są niewygórowane.

W takim otoczeniu pojawił się w Bundeslidze klub piłkarski, który stanął w kontrze do tradycyjnych, starych marek piłkarskich tego kraju. Mający zaledwie siedem lat RB Lipsk został znienawidzony przez media i kibiców piłkarskich poza Lipskiem. Wydaje się, że na negacji klub świadomie buduje swój medialny wizerunek.

Bardzo bogaty właściciel zadbał, aby RB Lipsk był zarządzany jak korporacja, a nie jak klub funkcjonujący w społeczności. Co prawda od 2001 roku w Niemczech funkcjonuje zasada „50+1” w myśl której członkowie klubu (kibice) powinni dysponować decydującym głosem przy podejmowaniu decyzji o przyszłości klubu, jednak w przypadku RB Lipsk ta zasada nie działa. Właściciel wyznaczył zaporową kwotę 1000 euro za możliwość zarejestrowania się jako „członek klubu” a przy tym tak zdefiniował prawa takiej osoby, aby nie miała ona formalnego wpływu na funkcjonowanie klubu. W rezultacie RB Lipsk ma teraz 17 (siedemnastu) członków klubu, a większość z nich to osoby zatrudnione w koncernie Red Bull. Dla porównania Bayern Monachium zrzesza ponad 150 tysięcy członków klubu, a udział ich głosów wynosi 81,8%.
Trochę to zaskakujące, ale władze Niemieckiego Związku Piłki Nożnej nie potrafią do tej pory skutecznie wyegzekwować przestrzegania zasady, która ochraniała przez 15 lat niemieckie kluby przed egzotycznymi inwestorami.

RB, Red Bull, dierootenbullen.com
W niemieckim sporcie istnieje zakaz używania nazw firm w nazwach klubów dlatego klub nie nazywa się Red Bull Lipsk, ale RasenBallsport Leipzig e. V w skrócie RB Lipsk.
Maskotką klubową jest czerwony byk. Zadbano również o nadanie nieoficjalnej nazwy „die roten bullen” (czerwone byki). Ta nazwa została zresztą użyta w oficjalnym adresie internetowym klubu www.dierotenbullen.com
Klub występuje na Red Bull Arena w Lipsku.

Image
Stadion zbudowany w latach 50. został poddany modernizacji przed Mistrzostwami Świata w Niemczech. Po tej imprezie nikt nie potrafił zapełnić trybun obiektu (45 tysięcy miejsc). Między innymi dlatego projekt Red Bulla przywitano w Lipsku bezkrytycznie.

Wynik sportowy nie przychodzi z przypadku. Za marketingowych pomysłem drużyny Red Bull stoją wielkie pieniądze. Sama baza treningowa kosztowała do tej pory ponad 30 milionów euro. Oprócz sześciu boisk piłkarskich, wybudowano baseny, halę i centrum odnowy z saunami i komorą regeneracji.

Klub ma obecnie około 230 tysięcy polubień na Facebooku
, ale to jeden z najgorszych wyników spośród wszystkich zespołów występujących w Bundeslidze. Zaledwie siedmioletnia historia klubu ma znaczenie, ale innym ważnym powodem jest delikatnie mówiąc „brak szacunku” kibiców innych klubów. Klub jest powszechnie wyśmiewany na innych stadionach, a na portalach społecznościowych łatwo odnajdziemy profile „anty-RB Lipsk”. Kibice w Niemczech wymuszają nawet, aby ich kluby nie grały sparingów z drużyną producenta napojów.

O kibicach RB lepiej mówić „widzowie” albo „fani”. W nagranej w 2015 roku piosence klubowej zaśpiewali " Nie mamy tradycji, jesteśmy komercyjni, ale mamy wyniki...”. Na meczach w Lipsku trybuny zapełniają się w tym sezonie na każdy mecz. Jest powód, bo po siedmiu kolejkach sezonu 2016/2017 RB Lipsk zajmuje pierwszą pozycję w tabeli Bundesligi.

O RB Lipsk, którego historia rozpoczęła się 19 maja 2009 zakupem licencji od małego klubu z piętnastotysięcznego miasteczka, jest coraz głośniej. Wyniki sportowe skupiają na nim uwagę mediów. Są tacy, którzy twierdzą, że im dalej ten projekt zajdzie tym bardziej spektakularna będzie katastrofa, którą spowoduje.
 
Michał Szustak
MarketingSportowy.pl
(grudzień 2016)

czytaj również Marketingowa poczwarka - Red Bull Salzburg
zobacz inne  kluby Red Bulla


Image